wtorek, 20 maja 2008

20/05/08

Automatycznie chciałam wpisać w dacie 07'..... kto by to pomyślał,że to już rok później!

Wsiadając dziś do tramwaju, okazało się,że panem kasującym i sprzedającym bilety, w takiej specjalnej budce, po środku tego pojazdu, jest nie kto inny, tylko przemiły Murzyn, który za każdym razem, gdy ma "zmianę" w weekend wieczorem, zabawia podróżnych puszczaniem muzyki oraz najróżniejszych odgłosów, ze swojego self phone. Odgłosy burzy, krowy, czy startującego samolotu, to coś, co lubi najbardziej. Sprawiając niesamowite zamieszanie w głowach tych, co wracają z podboju Amsterdamu. Sami wiecie, co to znaczy ;)

Więc dziś właśnie spotkałam go, czym niezmiernie ucieszyłam się, gdyż nie widzieliśmy go już z dobre 2 miesiące i trochę strach nas obleciał, że może przez swoje upodobania muzyczne, już tam nie pracuje.
Głośno więc wyraziłam swój zachwyt ze spotkania, a pan był na tyle uprzejmy, iż pozwolił mi jechać bez biletu :)

Postanowiłam więc zrewanżować się kanapką targaną w torbie, którą dostałam na lunch w pracy (z całą na szczęście rzeszą innych łakoci), a która to była z bekonem, pożądanym u nas tylko przez psa. Zresztą, kto by się łasił na kanapkę z bekonem, gdy w domu, w szafce, czeka, wiadomo - masło orzechowe :)

Za kanapkę co prawda podziękował, ale tak się składa, że wysiadam na przystanku końcowym, więc ucieliśmy sobie małą pogawędkę. Nie zaskoczył mnie tym razem, iż umie kilka zwrotów po polsku (zrobił to wcześniej), jednak zaskoczył bardzo tym, że mieszkał 2 lata w Polsce w ... Kamieniu Pomorskim :) był tancerzem i miał dziewczynę Polkę,też tancerkę :)

"dzień dobry, jak się masz, dobre, wszystkiego dobrego, dużo Murzynów (!?), oraz mój ulubiony - dużo królików " to jego podstawowe zwroty.

a kanapkę z wielką chęcią zjadł pies.


0 komentarze: