Powracam! tak, to dziś wreszcie udało mi się odkopać tego bloga. Muszę przyznać, że w między-tak-zwanym-czasie słoików po maśle wyrzuciłam mnóstwo, co też efektem jest ich uprzedniego zjedzenia. Jednak nic tak nie cieszy, jak słoik świeżo zrobionego masełka, bo i takie tu cuda mają! o Amsterdamie pisać mogłabym po tych 2 latach nieustannie, gdyż jest to miasto, które pochłonęło mnie w całości, ale ku temu raczej założę nowy blog a na tym postaram się poprawić i skupić na tym, co najsmaczniejsze!
Więcej info wkrótce!
wtorek, 2 marca 2010
wtorek, 3 czerwca 2008
to już 3 czerwca
brak czasu na wiele rzeczy. zabiegana od rana do późnego wieczora, dla niektórych zwanego pewnie i już nocą.
brak czasu na nowe inspiracje orzechowe. mam nadzieję,że to już nie potrwa długo.
z innych rzeczy ekscytujących, dziś uczyłam się w pracy robić kawę a la barista :) ubaw po pachy i kawy aż do znudzenia.
spostrzeżenie z dziś - przyjemnie słuchać dwóch, rozmawiających z sobą Meksykaninów :)
wtorek, 27 maja 2008
ostatni dzień "przymusowego" urlopu
tak, dziś ostatni dzień błogiego lenistwa. w pracy dali nam wolne, gdyż nie wiedzą, co z nami robić, póki hotel jeszcze nie otwarty. a wiadomo, opóźnienia, to sprawa normalna, a my na tym korzystamy :)
postanowiłam wykorzystać czas do maximum i wreszcie zaczynam naukę holenderskiego! ponieważ z moim grafikiem w pracy ciężko mi się wkomponować w jakiś kurs, udało znaleźć mi się lekcje prywatne, u kobiety, która również prowadzi szkołę językową, a jej partnerka (!) prowadzi w pomieszczeniach obok zajęcia yogi.
myślę, że może być interesująco :)
może uda mi się dziś zakupić jakiś nowy rodzaj masełka, mniam mniam, gdyż istatnio w sklepie nie było żadnego wyboru i zakupiłam znane mi już i lubiane Calve.
a chciało by się spróbować czegoś nowego, zwłaszcza,że okazja dobra, bo wczoraj przyszła pierwsza wypłata :)
22 maja, czyli imieniny
minęły bardzo przyjemnie i niespodziewanie. całkiem spontanicznie skończyło się na odwiedzinach Mexykanki, Włoszki i Portugalczyka :)
było więc Mojito, pasta a la carbonara, wino oraz ciasto marchewkowe :)
dla chętnych, również masło orzechowe!
wtorek, 20 maja 2008
20/05/08
Automatycznie chciałam wpisać w dacie 07'..... kto by to pomyślał,że to już rok później!
Wsiadając dziś do tramwaju, okazało się,że panem kasującym i sprzedającym bilety, w takiej specjalnej budce, po środku tego pojazdu, jest nie kto inny, tylko przemiły Murzyn, który za każdym razem, gdy ma "zmianę" w weekend wieczorem, zabawia podróżnych puszczaniem muzyki oraz najróżniejszych odgłosów, ze swojego self phone. Odgłosy burzy, krowy, czy startującego samolotu, to coś, co lubi najbardziej. Sprawiając niesamowite zamieszanie w głowach tych, co wracają z podboju Amsterdamu. Sami wiecie, co to znaczy ;)
Więc dziś właśnie spotkałam go, czym niezmiernie ucieszyłam się, gdyż nie widzieliśmy go już z dobre 2 miesiące i trochę strach nas obleciał, że może przez swoje upodobania muzyczne, już tam nie pracuje.
Głośno więc wyraziłam swój zachwyt ze spotkania, a pan był na tyle uprzejmy, iż pozwolił mi jechać bez biletu :)
Postanowiłam więc zrewanżować się kanapką targaną w torbie, którą dostałam na lunch w pracy (z całą na szczęście rzeszą innych łakoci), a która to była z bekonem, pożądanym u nas tylko przez psa. Zresztą, kto by się łasił na kanapkę z bekonem, gdy w domu, w szafce, czeka, wiadomo - masło orzechowe :)
Za kanapkę co prawda podziękował, ale tak się składa, że wysiadam na przystanku końcowym, więc ucieliśmy sobie małą pogawędkę. Nie zaskoczył mnie tym razem, iż umie kilka zwrotów po polsku (zrobił to wcześniej), jednak zaskoczył bardzo tym, że mieszkał 2 lata w Polsce w ... Kamieniu Pomorskim :) był tancerzem i miał dziewczynę Polkę,też tancerkę :)
"dzień dobry, jak się masz, dobre, wszystkiego dobrego, dużo Murzynów (!?), oraz mój ulubiony - dużo królików " to jego podstawowe zwroty.
a kanapkę z wielką chęcią zjadł pies.
poniedziałek, 19 maja 2008
Coś nowego
a więc jest. wybrałam się po zakup nowego słoika tego niesamowitego cuda. nie wiedziałam jeszcze,co to będzie. w sklepie dłuuuugo nie mogłam się zdecydować. zwłaszcza,że nie wszystko do końca rozumiem,co napisane na słoiku :) jednak przejechawszy pół Amsterdamu specjalnie po toże, wiadomym było,że do zakupu i tak dojdzie.
problem komplikowała sytuacja taka, iż okazało się,że poza peanutbutter do wyboru jest jeszcze kilkanaście innych gatunków nut-butter!
tego to ja się nie spodziewałam! i gdy już trzymałam w ręku wybrane peanutbutter i wholenutbutter, postanowiłam,że chwilowo skupię się jednak na tym pierwotnym masełku, nie rozdrabniając się na inne. przyjdzie jeszcze na nie czas - aż nie mogę się doczekać! :D
a to na zdjęciu?
czy było warto?
zaraz Wam dam znać :)
mhmmmm,pycha! jasne,że było warto. jest naprawdę wyśmienite. w wyglądzie jaśniejsze od tego firmy Calve. w smaku wydaje się być bogatsze,bardziej skondensowane,że tak powiem. może wrażenie takie dają orzeszki, które są w środku i chrupią pod zębami,czyli nie są zmielone na gładką masę, czyli tzw crunchy :)
Wypróbowane
tutaj znaleźć można wypróbowane już na własnej skórze rodzaje peanutbutter.
pierwszy ze słoików, który udało mi się uchwycić, jak zresztą widać pusty, co świadczyć może najlepiej o jakości :)
kilka słów fachowych : masło zawiera 93% orzeszków (!) - z tego co zdążyłam się zorientować, to całkiem dużo!, tłuszcz roślinny, sól. BEZ DODATKU CUKRU. w 100g - 640 kcal. ale naprawdę warto.
przez to, iż producent nie dodaje cukru, smak jest bardziej "wytrawny", jak w winie, nie każdemu może pasować (np. dzieci). W mojej opini bardzo dobre!
Subskrybuj:
Posty (Atom)